Kuba Rozpruwacz made on Poland

Kino gore ma swoich zagorzałych wielbicieli. Lejąca się hektolitrami krew i ludzkie szczątki fruwające po ekranie niczym krwawe mewy, to coś po co wielu odwiedza kina. Podobnie jest z literaturą. W krwawych godach gustują tacy pisarze jak Clive Barker i Graham Masterton. Na wschód od Odry jest facet, który nazywa się Max Czornyj, pisarz specjalizujący się w krwawych kryminałach. Najnowsza jego powieść Krew, to może nie krwawa hekatomba, ale z pewnością, krwista jazda bez trzymanki.

Krwawe pazury psychopaty

Zawsze jest ktoś, kogo nie tyle się boimy, ale który wywołuje w nas niekontrolowane przerażenie. Taki ktoś pojawia się w niniejszej książce, a jego wejście przypomina wejście krwawego demona, szatkującego swoje ofiary z wprawą i konsekwencją rzeźniczej maszyny do rozbioru bydła. Max Czornyj opisuje owe okrutne zbrodnie z pasją i znajomością rzeczy sądowego patologa o literackim zacięciu, ale wbrew pozorom, to się dobrze czyta, choć trzeba przyznać, że do owych opisów trzeba mieć zdrowie!

Zaprzęg ciągnie lepiej

Krew to kolejna powieść o losach komisarza Deryło i jego podkomendnej Tamary Haler. Oboje przechodzą przez koszmary, z jakimi spotykają się w swojej policyjnej robocie, w miarę stabilni psychicznie, choć każda z ich spraw jest krwawa i przerażająca. Jednak z tym z czym mierzą się w Krwi podciąć może psychikę najbardziej twardego gliniarza. Jak się uporają z tą sprawą i czy odciśnie ona na nich trwały ślad? Oto pytania, jakie trzeba sobie zadać, sięgając po tą książkę.

Wszystko to jest sprawnie napisane i choć niektórych czytelników razić może owa krwawa mgła, w jakiej pławi się powieść, to niektóre historie należy przepuścić przez maszynkę do mielenia mięsa, bo taka właśnie jest konwencja i inaczej się nie da. Na szczęście Czornyj posiada maszynkę do mięsa dobrej marki i to, co z niej wychodzi jest przedniej próby.

Konwencja i miodność

Drzewiej w jednym z pism poświęconych grom komputerowym, przy ich recenzji, była kategoria, która nazywała się – miodność. Owa miodność była niczym innym jak ogólnym odczuciem, związanym z odbiorem gry. Miodność Krwi (zestawienie tych dwóch słów jest nieco szokujący, tak wiem o tym) jest niesłychanie wysoka i choć można by mieć nieco pretensji co do długości rozdziałów – są dosyć krótkie, to jednak powieść ma świetne tempo, a konwencja aż przebiera nóżkami aby się wypełnić. 

Max Czornyj to pisarz, który znakomicie zagospodarował niszę powieści, w których przelewanie krwi w ilościach ponadprogramowych jest zasadą. To dobrze, że przestrzeń ta jest zasiedlona przez tak utalentowanego pisarza, a duża ilość krwi to tylko przyczynek do tego aby patrzeć pod nogi i uważać na to, w co można wdepnąć, a Max Czornyj rzuca nam pod nogi naprawdę przerażające rzeczy!